REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 RTSAdri... 215
2 rafi4414 211
3 lishinron1 207
4 Redisland 207
5 damian27 207
6 Galuszka 207
7 Bogdan 206
8 Victor 205
9 tomaszf... 204
10 proffi 204
REKLAMA
REKLAMA
 
Największe wzmocnienie Widzewa przed rundą jesienną?
Kacper Falon
 275
Daniel Gołębiewski
 29
Damian Kostkowski
 377
Aleksander Kwiek
 118
Michał Miller
 1706
Bartłomiej Niedziela
 87
Mateusz Ostaszewski
 17
Marcin Pigiel
 174
Bartłomiej Rakowski
 14
Radosław Sylwestrzak
 68
Daniel Świderski
 477
Ogółem oddano 3342 głosów.
REKLAMA
 
Wojewoda wyjaśnia swoją decyzję: "Sytuacja jest prosta"
 
Niedziela, 12. listopada 2017, godz. 20:09

Jak już informowaliśmy, wojewoda łódzki Zbigniew Rau zdecydował o zamknięciu na najbliższy mecz, który odbędzie się przy al. Piłsudskiego, jednej z trybun widzewskiego stadionu.

Swoją decyzję wyjaśnił w rozmowie z Radiem Łódź: -  Sytuacja jest prosta, jeśli pan wybiera się samolotem, to pan doskonale wie, że nie należy pewnych rzeczy wnosić do środka, ze względu na poczucie bezpieczeństwa wszystkich pasażerów. Kiedy inni idą ze swoimi dziećmi, ze swoimi rodzinami na mecz, to chcą mieć taką samą pewność, że wszystko przebiegnie w warunkach wysokiego bezpieczeństwa na jakie nas stać. I stać nas na większe niż to z racami, stąd taka decyzja - powiedział Zbigniew Rau.
REKLAMA

Pojawia się jednak zasadnicza wątpliwość. Skoro "sytuacja jest prosta" - jak twierdzi wojewoda - to dlaczego zwlekał on z podjęciem decyzji ponad miesiąc, a nie podjął jej w takim terminie, by umożliwić klubowi skorzystanie z prawa odwołania się. Nie trzeba być ekspertem w zakresie administracji, żeby domyśleć się, że nawet jeśli Widzew odwoła się od tej decyzji w poniedziałek, to do soboty raczej rozstrzygnięcia się nie doczeka. 

Druga sprawa, porównanie do podróży samolotem jest nietrafione. Tam są szczególne wymogi bezpieczeństwa, których naruszenie grozi ogromną tragedią - śmiercią wszystkich na pokładzie. Opalenie rac jest wprawdzie niezgodne z prawem, ale jest to jednak dość częsty element meczów piłkarskich. Kibice w sumie zachowali się dość odpowiedzialnie, bo odpalili race na sektorze, gdzie dla nikogo nie było to zaskoczeniem. Kto miałby zatem czuć się zagrożony w tej sytuacji?
REKLAMA

Idąc dalej tokiem rozumowania wojewody, gdyby ktoś wniósł "pewne rzeczy" do samolotu, to by poniósł za tą karę. Ewentualnie ukarano by kogoś z obsługi za to, że do tego dopuścił. Raczej nie zakazano by lotów na jakiejś trasie. Nawet nikt by nie pomyślał o zamykaniu klasy w samolocie, w której leciał niesforny pasażer. 

A tak na marginesie, ciekawe, czy wojewoda mazowiecki - kierując się podobnymi przesłankami - po Marszu Niepodległości zamknie kilka ulic w Warszawie?

Tomasz Andrzejewski