REKLAMA
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po meczu z Lechią
 
Poniedziałek, 13. listopada 2017, godz. 12:10

Tej jesieni Widzew potrafi przełamywać kłopoty wyjątkowo spektakularnie. Teraz obawy o trzeci z rzędu mecz bez wygranej były uzasadnione (po 1:1 z Polonią i 1:2 ze słabiutką Łomżą w Łodzi). A jednak łodzianie rozegrali na stadionie trzeciej w tabeli Lechii bodaj najlepszy mecz tej jesieni. Goście zwyciężyli tylko 2:1, lecz stworzyli wiele więcej znakomitych sytuacji bramkowych. To wynik mobilizacji całej wyjściowej jedenastki oraz odważnej, ofensywnej taktyki. Zespół potwierdził potencjał nawet pierwszoligowy. 

Ci, łodzianie, którzy wzorem Tuwima "wpadli na dzień do Tomaszowa", przecierali oczy zdumieni metamorfozą ich drużyny. Przyłączam się do bijących brawa, ale przypominam, że dopiero zwycięstwo w ostatnim meczu rundy z Sokołem Ostróda w Łodzi zapewni definitywnie mistrzostwo jesieni, a wtedy 37 punktów pozwoli zrównać się z dorobkiem RTS z rundy wiosennej. Czyli nie są to znowu takie "cuda" z widzewskich rymowanek. Ale noty są oczywiście wyższe, niż poprzednie.

Patryk Wolański - 3. Kiedy w 39. minucie bramkarz łodzian zdecydowanym wybiegiem uratował gości przed wyrównującym golem, myślałem, że uda mu się zachować czyste konto po raz pierwszy od siódmej kolejki. W drugiej w tym meczu trudniej dla niego sytuacji, wolej Jakuba Rozwandowicza między głową a poprzeczką był szybki, silny i jednak zaskoczył Patryka. Choć nie on jest głównym winowajcą straty bramki.   
REKLAMA

Marcin Kozłowski - 5. To, co wyczyniał w ataku prawy obrońca łodzian, zadziwiało. Nawet mnie, choć pamiętam gole na zapleczu ekstraklasy wychowanka Widzewa. Teraz dryblował odważnie w polu karnym między wyższymi o głowę rywalami z Lechii. Szkoda, że koledzy nie wykorzystali wybornych szans bramkowych "Cinka", który po meczu miał pełne prawo upominać się o wysoką notę.  

Radosław Sylwestrzak - 4. Powrót po kartkowej pauzie był udany. Przy rajdach Kozłowskiego bronił prawej strony defensywy przed kontratakami. W pojedynkach główkowych z rosłymi rywalami też sobie radził.  

Sebastian Zieleniecki - 5. To już przywódca defensywy. Mimo 188 cm (nie licząc przedziałka), był niższy od połowy drużyny gospodarzy. A jednak wygrał najwięcej główek. Dobrze się ustawiał, przewidywał akcje rywali. Gra przy tym zdecydowanie, ale nie brutalnie. To rodzaj piłkarskiej elegancji, rzadkiej na pozycji stopera. Wygląda na to, że kapitan Widzewa skończy rundę bez kartki.

Marcin Pigiel - 4. Bałem się, że wypożyczony z Jagiellonii obrońca może nie wystąpić w związku z głoszonymi ostatnio tezami trenera, który chce pracować tylko z zawodnikami kontraktowymi. Młodzieżowiec zagrał znów solidnie i kilka jego interwencji "lewą nóżką" było ważnych. Był nie najlepiej ustawiony przy podaniu do strzelca gola Rozwandowicza, kiedy piłka przeszła poza plecami obrońcy RTS. 
REKLAMA

Maciej Kazimierowicz - 4. W zasadzie Widzew grał w Tomaszowie czterema napastnikami i tylko dwoma zawodnikami drugiej linii. Maciej "tyrał" jako  pomocnik destrukcyjny, operujący przed stoperami. Gdyby w niedzielnym meczu były zainstalowane liczniki rejestrujące kilometry pokonane przez piłkarzy, to pewnie zająłby pierwsze miejsce. W takiej dyspozycji jest bardzo potrzebny drużynie. 

Adam Radwański - 5. Miano technika nr 1 w przedostatniej kolejce rundy należy się Radwańskiemu. Z zadań pomocnika ofensywnego wywiązał się perfekcyjnie. Wyprowadził w pole pół drużyny rywali, gdy udał, że potknął się na piłce, a moment później mierzone podanie padło przed nos Michalskiego, który zdobył prowadzenie. Aż muszę się pochwalić, że jesteśmy sąsiadami. Chciałbym, żeby w tej formie został mieszkańcem Łodzi na dłużej. 

Mateusz Michalski - 5. Przy kilku jesiennych wpadkach Widzewa najbardziej mi było żal Michalskiego. Może dlatego, że w żadnym z tych spotkań nie mogłem mu odmówić ambicji, zaangażowania. Pojęcie "przechodzenia obok meczu" jest mu obce. Ale stracił skuteczność, bo ostatnio gola strzelił z Legia w Ząbkach w szóstej kolejce. Odblokował się na boisku, które nie było dla niego szczęśliwe, bo przed rokiem doznał w Tomaszowie poważnego urazu. Teraz otworzył wynik meczu i potwierdził duże możliwości. 

Daniel Mąka - 4. Pierwszy raz od dłuższego czasu zaliczył w pełni udany występ. Szukał gry, pracował na całej szerokości boiska. Drobne niepowodzenia go nie zniechęcały. Szkoda, że nie wykorzystał zwłaszcza świetnego podania Kozłowskiego sprzed linii końcowej w 28. minucie. Ale udowodnił, że nadal jest ważną postacią zespołu.
REKLAMA

Michał Miller - 4. Nie ma na sumieniu blamażu z Łomżą, bo pauzował za kartki. Teraz był architektem niedzielnego zwycięstwa łodzian. Jego pomysłowa, odważna akcja i asysta przy drugim golu widzewiaków byłaby ozdobą każdego meczu. Piątki być nie może, bo obciąża tego inteligentnego piłkarza błąd przy bramce gospodarzy. Nie pierwszy raz przekonałem się, że napastnikom brakuje czasem instynktu obrońcy. Nawet jak mają dobre intencje i starają się pomóc kolegom z defensywy i nie chce "wywalać piłki" na aut. 

Daniel Świderski - 4. Po 3 meczach w roli rezerwowego z radością zobaczyłem Daniela w wyjściowym składzie. Piątka należała się choćby za figurę Usaina Bolta po strzeleniu zwycięskiej bramki. Lecz niestety. Muszę odjąć jedynkę za pudła w kilku innych sytuacjach, zwłaszcza w pojedynku sam na sam z bramkarzem Lechii w 64. minucie. Ale przy pomocy takiego "Świdra" widzewiacy rozmontują jeszcze niejedną defensywę. 

Daniel Gołębiewski - niesklasyfikowany. Dubler w dziewiątym meczu z rzędu grał krótko, choć raz zdołał strzelić głową. 

Aleksander Kwiek - niesklasyfikowany. W jego widzewskim życiorysie po raz drugi minuta wystarczyła do zaliczenia zwycięstwa. Tym razem dziesiątego.

Bogusław Kukuć
 
 
 
 
 
REKLAMA