REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Gdzie szukać nastolatków wartych miliony euro?
 
Poniedziałek, 18. stycznia 2021, godz. 16:56

Trudno znaleźć na centralnym szczeblu rozgrywek klub piłkarski, który podczas zimowych przygotowań nie testowałaby jednego, czy kilku nastolatków. Dlaczego to zjawisko staje się powszechne?

Przecież nie chodzi o to, by grać w rundzie wiosennej nowym młodzieżowcem, bo znalezienie np. 17-latka przygotowanego do występów choćby w I lidze bez osłabiania zespołu albo kosztem już zgranego z drużyną piłkarza, jest mało realne. Do tego wyłowienie „talenciaka” wiąże się ze zmianą miejsca zamieszkania w trakcie roku szkolnego, co stwarza dodatkowe kłopoty. A jednak klubowi skauci zmieniają się w myśliwych i próbują „coś upolować”. Nawet w czasie pandemii.
REKLAMA


Moim zdaniem to zjawisko zrodziło się nie tylko w wyniku regulaminowego wymogu grania młodzieżowcem. Ciekawszy jest inny aspekt. Dawniej, żeby zarobić duże pieniądze na transferze do klubu zagranicznego, potrzebny był udany występ w europejskich pucharach albo sukces młokosa  w rywalizacji o podium w mistrzostwach Polski czy którejś z reprezentacji kraju.

Dziś polskie kluby nie liczą się zupełnie w batalii o europejskie puchary, a kadrowicze też wypadają blado (choćby w mundialu w Rosji czy kwalifikacjach do mistrzostw kontynentu w kategoriach młodzieżowych). A jednak kilku nastolatków zdołano skutecznie transferować za miliony euro. Potwierdza to przykład poznańskiego Lecha czy urodzonego 13 marca 2001 roku legionisty Michała Karbownika, który zaczynał przygodę z futbolem w Gminnym Klubie Sportowym Zorza Kowala.
 
Obecnie bardziej operatywni są menedżerowie młodych talentów, ale także klubowi decydenci i trenerzy czują zapach dużych pieniędzy. Opieranie siły zespołu tylko na wychowankach wyszło z mody. Tym bardziej, że w polskich ośrodkach silnego futbolu rodzi się mało talentów.

Aby to udowodnić wpadłem na pomysł sprawdzenia miejsc urodzenia reprezentantów Polski z ostatniego meczu z Holandią w Chorzowie, przegranego przez Polaków 1:2. Oto wykaz tej „szesnastki wspaniałych”: Łukasz Fabiański – Kostrzyń nad Odrą, Tomasz Kędziora – Sulechów, Kamil Glik – Jaworzno, Jan Bednarek – Słupca, Arkadiusz Reca – Chojnice, Maciej Rybus – Łowicz, Przemysław Płacheta – Łowicz, Kamil Grosicki – Szczecin, Mateusz Klich – Tarnów, Grzegorz Krychowiak – Gryfice, Karol Linetty – Żnin, Piotr Zieliński – Ząbkowice, Jakub Moder – Szczecinek, Kamil Jóźwiak – Międzyrzecz, Robert Lewandowski – Warszawa i Krzysztof Piątek – Dzierżoniów. 

Jak widać tylko Warszawa i siódmy na liście wielkich miast Szczecin były miejscem narodzin jednego reprezentanta. Nie ma nikogo z Krakowa, Łodzi, Poznania, Gdańska, Bydgoszczy, Lublina czy Białegostoku. W budowie silnego futbolu w tych metropoliach muszą się posiłkować regionem, szukać talentów w małych miejscowościach. Jak widać hasło „Kochajmy małe kluby”, które tak pielęgnował mój zmarły w 2007 roku szef redaktor Mieczysław Wójcicki, jest nadal aktualne. 

Ciekawostką jest fakt, że województwo łódzkie jest reprezentowane na tej liście dwukrotnie przez niespełna trzydziestotysięczny Łowicz, który zajmuje pod względem wielkości polskich miast aż 161 miejsce. Mam osobistą frajdę, że urodziłem się w tym mieście. Rok po Danielu Olbrychskim.

Bogusław Kukuć