REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po zwycięstwie w Kielcach
 
Sobota, 16. października 2021, godz. 11:54

Zapowiedź hitu trzynastej kolejki Fortuna I ligi, czyli meczu Widzewa na stadionie wicelidera, zatytułowałem „Skopiować wyczyn Sandecji w Kielcach – hasłem lidera z Łodzi”. I tak się stało. Kopia wyniku była wręcz wierna, bo jedyną w tym sezonie porażką kielczan było także 0:1 na Suzuki Arenie z zespołem z Nowego Sącza.

Zrozumiałe, że piątkowy mecz zgromadził rekordową publiczność na kieleckim obiekcie w tym sezonie (7 254 widzów, w tym kilkuset najwierniejszych fanów RTS). Gospodarzem był przecież wicelider, a gościem lider tabeli. Obaj rywale pokazali jak im zależy na powrocie do ekstraklasy. Stoczyli dramatyczny bój, w którym nawet 13 żółtych kartek dla obu stron i usunięcie z boiska Juliusza Letniowskiego pół godziny przed końcem, nie złamało woli walki.
REKLAMA


Futbol potwierdził swoje przewrotne oblicze. Przegrał zespół mający dużą przewagę wszystkich „statystycznych elementów” tej gry (choćby kornerów 15-0 !!!). Najlepszy pierwszoligowy atak łodzian (już 27 goli strzelonych) wyszedł zwycięsko z konfrontacji z nadal najlepszą defensywą nadal najlepszą defensywą na zapleczu ekstraklasy (tylko 8 bramek straconych).

Pasja, z jaką kielczanie walczyli o choćby prestiżowy remis, budzi współczucie nawet rywali. Ale heroizm łodzian w zdobyciu prowadzenia i obrony rezultatu, który zmienia gruntownie układ sił w grze o ekstraklasę, budzi podziw. Dopiero po takich spotkaniach można mówić o „widzewskim charakterze” i odkurzeniu słynnych maksym z legendarnych czasów o „grze do końca”. Sport jest bezlitosny. Mając możliwość wybieramy podziw, a nie współczucie.

Jakub Wrąbel - 5. Zachowanie czystego konta strat bramkowych po meczu, który przez większość czasu toczył się w polu karnym łodzian, jest rodzajem piłkarskiego cudu. Ale sprowadzenie wszystkiego do szczęścia gości i pecha gospodarzy, zbytnio upraszcza problem. To prawda, że większość z 20 strzałów Korony mijało bramkę. Ale jak ktoś powie, że „zaczarował ją Wrąbel”, to nie przesadzi wiele. To jego siódmy mecz bez straty gola w tym sezonie. Zwłaszcza zatrzymanie ataku Jacka Podgórskiego w sytuacji sam na sam w 10. minucie było przykładem wspaniałej interwencji. Pozwala twierdzić, że Jakub nawiązał do tradycji słynnych bramkarzy Widzewa z ubiegłego wieku.

Patryk Stępiński - 4. Po meczu z Jastrzębiem sugerowałem żeby Patryk za swoją dewizę przyjął piosenkę Wojciecha Młynarskiego „Róbmy swoje”. I w Kielcach jego zadziwiająco spokojny występ w widzewskiej defensywie bardzo się przydał. Nabieramy przekonania, że pomoże swojej obecnej drużynie w powrocie do ekstraklasy (tak jak wcześniej Wiśle Płock i Warcie Poznań). „Odkurzenie” i obdarzenie zaufaniem tego zawodnika uważam za jeden z sukcesów szkoleniowych Janusza Niedźwiedzia.

Krystian Nowak  - 3. Trzynasta kolejka nie dla wszystkich widzewiaków była szczęśliwa. Wiadomo, że w zespole łódzkiego lidera nie będzie zawodnika, który zaliczy wszystkie pełne 34 mecze w tym sezonie. Ostatnim, który miał szanse realizacji tego wyczynu był właśnie Krystian. Bolesny uraz nogi sprawił, że już przed przerwą musiał być zmieniony. Trzeba podkreślić, że w momencie pojedynku z Dawidem Błanikiem stoper łodzian nie był faulowany, choć było to spotkania „na wyniszczenie sił obu stron” oraz bardzo kontaktowe i ostre.

Daniel Tanżyna - 4. Kapitan Widzewa dał przykład determinacji w tym kluczowym meczu. Może nieco przesadził w pomeczowym wywiadzie dla Polsatu Sport ze stwierdzeniem, że jego drużyna „przez pierwszych 20 minut dała się Koronie wyszumieć”, ale red. Paulina Czarnota-Bojarska lubi takich męskich, odważnych rozmówców. Zresztą, jak się wygra tyle główek z Malarczykiem i Kojem oraz innych trudnych, nerwowych pojedynków we własnym polu karnym, to prawdziwym „walczakom” wolno więcej.

Paweł Zieliński – 3. Zaczął mecz nie najlepiej. Biorąc pod uwagę jego ogranie nie tylko na tym szczeblu, ale i w ekstraklasie. Ale później miał zasługi w tym, że groźny w poprzednich meczach Dawid Blanik został zmieniony po 69 minutach gry, a ofensywny obrońca rywali Łukasz Sierpina też nie błyszczał w piątkowym spotkaniu.

Marek Hanousek - 4. Jako pierwszy z ekipy RTS został ukarany kartką, która wyklucza widzewskiego Czecha ze „świętej wojny miasta Łodzi” z ŁKS w następnej kolejce. Marek już wcześniej dał dowody, że nie kalkuluje. Jak ma walczyć, to na całego. Akurat w tym ważnym meczu będzie pauzował po raz pierwszy w tym sezonie. Szkoda, bo znów udowodnił jak wiele znaczy w zespole lidera. Kiedy łodzianie grali w dziesiątkę po opatrywaniu Nowaka, przed zmianą na Dejewskiego, Hanousek grał obok Tanżyny na środku defensywy. Później też pomógł utrzymać kluczowy rezultat chyba nawet całej rundy jesiennej.

Juliusz Letniowski - 3. Jak wszyscy goście początkowo został zepchnięty do defensywy. Później był inicjatorem kilku kontrataków łodzian i wykonywał wolne z głębi pola. Na bezpośredni strzał z wolnego zdecydował się wtedy, gdy piłka była ustawiona na siedemnastym metrze. Wtedy pokazał klasę. Jego uderzenia było tak silne, że stojący na skraju „widzewskiego muru” zasłaniającego widoczność bramkarza Mattia Montini nie zdążył uchylić głowy i dzięki temu padł jedyny gol. W 63. minucie ujrzał drugą żółtą kartkę za faul i jego koledzy musieli w kończyć mecz w dziesiątkę. W Kielcach skutki usunięcia z boiska dało się zatuszować, ale za cztery żółte kartki kluczowy ofensywny pomocnik RTS musi pauzować w następnej kolejce. Nie jest to pierwszy przypadek, że Julek jest usunięty z boiska przez arbitra. W poprzednim sezonie, gdy grając na wypożyczeniu w Arce w nerwowym meczu z Puszczą w Gdyni, wyleciał z boiska za 2 żółte kartki w 74 minucie. Gdynianie wtedy też odnieśli jednobramkowe zwycięstwo (3:2 z golem Leśniowskiego z karnego). Po podobnym nieodpowiedzialnym „numerze” w Kielcach nota meczowa jest obniżona.

Dominik Kun – 4. W poprzedniej kolejce w meczu z GKS Jastrzębie zaliczył dwie asysty, ale moim zdaniem, grał słabiej niż w piątek w Kielcach. Na Suzuki Arenie potwierdził, że jest zawodnikiem walecznym, ambitnym, nie unikających twardych interwencji.

Karol Danielak – 4. Jest jednym z widzewiaków, którzy mają przewagę zadań ofensywnych. Zaliczył mecz, w którym nie strzelił gola, okraszonego widowiskowym saltem, ale zasłużył na oklaski. Oczywiście jest trudne, by dostał notę taką jak Wrąbel, ale można stwierdzić, że należał do najbardziej widocznych zawodników zwycięskiej drużyny. Z upilnowaniem tego aktywnego, ruchliwego piłkarza gospodarze mieli problemy.

Kacper Karasek - 3. Jednym z zaskoczeń personalnych przed kieleckim hitem było wystawienie w wyjściowej jedenastce  gości Karaska, złowionego latem z Unii Skierniewice. Decyzja była ryzykowna, bo przecież ten nastolatek nigdy nie grał tego typu spotkań, a przed przyjściem do RTS nie występował nawet w drugiej lidze. W Kielcach początkowo nie było go widać, podobnie jak bardziej ogranych kolegów, ale z upływem minut młokos już poczynał sobie dzielnie. Ten łowiczanin z urodzenia walczył godzinę i miał wkład w sukces lidera. Był to jego siódmy mecz pierwszoligowy. Wykryłem nawet pewną prawidłowość. Otóż w dwóch wyjazdowych spotkaniach, które zaczynał Kacper, ekipa RTS nie tylko nie przegrała, ale nie straciła gola (wcześniej 0:0 z Odrą w Opolu , gdzie też ujrzał kartkę). Znów mam naiwne pytanie: „Czy to przypadek?”

Mattia Montini – 4. Nie wiem ile goli w karierze strzelił Montini głową. Jest natomiast pewne, że najbardziej bolesny był ten zdobyty w Kielcach. Uderzenie piłki po wolnym Letniowskiego w twarz i w nos omal nie znokautowało Włocha. Pozyskany już w trakcie rozgrywek napastnik zdobył już drugi raz kluczową bramkę (otwierające wynik gole są solą futbolu). Stał się jedynym widzewiakiem, który w tym sezonie pokonał bramkarza rywali w drugim meczu z rzędu (w poprzedniej kolejce z GKS Jastrzębie także zapewnił ekipie RTS prowadzenie 1:0). Także głową. Teraz kibice Widzewa czekają na gole nogą. Może już z ŁKS?

Tomasz Dejewski – 3. Na Suzuki Arenie mieliśmy potwierdzenie faktu, że w zdobyciu eksponowanego miejsca w czołówce zaplecza ekstraklasy trzeba mieć szeroką pełnowartościową kadrą piłkarzy. Zaskakująca, wymuszona kontuzją, zmiana podstawowego stopera RTS jeszcze przed przerwą sprawiła, że rosły obrońca, pozyskany z Lecha został poddany ciężkiej próbie. Wyszedł z niej zwycięsko, choć w minionych pięciu meczach grał tylko dwukrotnie, w tym 8 minut w pechowej końcówce w Tychach.

Bartosz Guzdek – 3. Chwalimy Bartka za postępy i zaskakującą skuteczność, która czyni tego młodzieżowca najskuteczniejszym zawodnikiem lidera pierwszej ligi. Ale może przez to mniej uwagi poświęcaliśmy beztrosce, z jaką ten nastolatek zbierał kartki. Może dlatego miało to wpływ na tylko półgodzinny występ w Kielcach. Przecież obawy o to, że po kolejnym kartoniku może nie zagrać w meczu przeciw sąsiadom z Alei Unii były uzasadnione. Kiedy wszedł jako zmiennik w meczu z wiceliderem zdobył się na dwa groźne kontrataki i moim zdaniem Koj w 76 minucie powinien ujrzeć co najmniej żółtą kartkę za zatrzymanie faulem szarżującego łodzianina.

Mateusz Michalski – 3. Po słabszym występie w poprzedniej kolejce nie wybiegł w wyjściowym składzie. Również dlatego, że ten szybki rutyniarz był zagrożony wykluczeniem kartkowym w następnym meczu z ŁKS. W Kielcach dał bardzo dobrą zmianę i wniósł wiele podczas gry łodzian w dziesiątkę. Zarówno w szachowaniu gospodarzy kontratakami, jak i w obronie prowadzenia.

Patryk Mucha – niesklasyfikowany. Grał zbyt krótko.

Bogusław Kukuć